"Bokser" na meczu już nie pośpiewa. Ani nie zaklnie

Bydgoski kibol o pseudonimie "Bokser", prowadzący doping na meczach Zawiszy, ma prokuratorskie zarzuty. Dostał zakaz wstępu na polskie boiska piłkarskie do czasu zakończenia śledztwa i dwa razy w tygodniu musi się stawiać w komisariacie.


Kryminalni z Bydgoszczy nadal demaskują pseudokibiców, którzy dopuścili się przestępstw z Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Zarzuty usłyszał Damian P., ps. "Bokser", zajmujący się organizowaniem dopingu podczas meczów, w których biorą udział piłkarze WKS Zawisza. To on sterował przyśpiewkami - z megafonem w ręku stał na tzw. gnieździe na trybunie B stadionu Zawiszy.

Pierwszy zarzut dotyczy publicznego używania wulgarnych słów i nawoływania do obrażania właściciela klubu Zawisza Radosława Osucha i dyrektora ds. bezpieczeństwa w klubie Marcina Niemcewicza. Łatwo go było namierzyć - wołał przez megafon.

Drugi z zarzutów jest związany z meczem bydgoskich piłkarzy z Widzewem Łódź. Odbył się 23 listopada ub.r. "Bokser" nawoływał podczas niego do opuszczenia trybuny pod zegarem, na której znajdowali się kibole. Według prokuratury stworzył tym zagrożenie.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, Damian P. jest także objęty policyjnym dozorem. Musi dwa razy w tygodniu stawiać się w komisariacie i podpisywać "listę obecności". Do czasu zakończenia śledztwa ma także zakaz wstępu na stadiony piłkarskie w Polsce.