Sport.pl

Zawisza: jeden krok i 90 minut od historycznego sukcesu

Zdobyć Puchar Polski i zapewnić sobie grę w eliminacjach Ligi Europy - to marzenie bydgoskich kibiców. Trzeba jeszcze tylko w piątek pokonać Zagłębie Lubin - ale to łatwe nie będzie. Od 18.30 na Stadionie Narodowym będzie trwać walka o wejście do historii klubu
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Zawisza walczy w grupie mistrzowskiej ekstraklasy. Zagłębie jest dopiero piętnaste - a to miejsce spadkowe. Dziś nic to jednak nie oznacza. Szanse obu drużyny na zdobycie Pucharu Polski są identyczne.

Pozycja lubinian w walce o utrzymanie się w lidze jest rzeczywiście bardzo trudna, szczególnie po porażce w pierwszym meczu drugiej części sezonu, ze Śląskiem Wrocław. - Nie da się nie myśleć o naszej sytuacji w lidze, ale na te 90 minut w piątek będziemy musieli zostawić to z boku - powiedział kapitan Zagłębia Bartosz Rymaniak. Zespół z Lubina, podobnie jak Zawisza, jeszcze nigdy nie zdobył Pucharu Polski, ale w finale już grał. - To będzie dla nas historyczny mecz - ocenia Rymaniak i dodaje: - Ale chyba ten najważniejszy zagramy cztery dni później z Koroną Kielce w lidze. Nie chcę nawet myśleć, co będzie, jeśli wtedy przegramy. Nasza sytuacja w lidze będzie dramatyczna.

Ekipa Zagłębia ma więc znacznie więcej na głowie niż bydgoszczanie, ale nie należy sądzić, że to ich dziś zdekoncentruje na Stadionie Narodowym. Puchar Polski traktują bardzo poważnie, dlatego pojechali na specjalne zgrupowanie w Spale. Stamtąd udali się do Warszawy.

Zawiszanie mają już całkowicie spokojną głowę. Dla nich liczy się naprawdę już tylko Puchar Polski. Zrobili więcej, niż oczekiwano od beniaminka. - Spełniliśmy marzenie. Teraz pozostaje 90 minut, podczas których trzeba zrobić wszystko, żeby przechylić szalę na swoją korzyść. Finał Pucharu Polski to dla mnie coś niewyobrażalnego i wspaniałego - mówi pomocnik bydgoskiego zespołu Jakub Wójcicki. Tylko on i Andrzej Witan pozostali z ekipy, która w 2011 roku awansowała z drugiej do pierwszej ligi.

Zawisza dotarł do stolicy w czwartek, kilka godzin przed oficjalnym treningiem na Narodowym, który odbył się o godz. 19. Przez 60 minut bydgoszczanie mogli zapoznać się z boiskiem. Żaden z nich nie zagrał nigdy na tym obiekcie mieszczącym 58 tys. widzów. - Są tylko dwie drogi na Stadion Narodowy: przez reprezentację lub finał Pucharu Polski - podkreśla prezes PZPN Zbigniew Boniek. Dlatego wyjątkiem w Zawiszy jest Michał Masłowski, który wystąpił na Narodowym w marcu, w meczu Polska - Szkocja, ale on jest po operacji pachwiny i dziś nie pomoże Zawiszy. Lista kontuzjowanych w bydgoskim zespole jest dłuższa i znana od dawna. Masłowski, Bernardo Vasconcelos, Herold Goulon stanowili kręgosłup zespołu. Trener Ryszard Tarasiewicz i drużyna radzą sobie jednak bez tych piłkarzy.

Zestawienie defensywy jest stabilne. Bramkarz Wojciech Kaczmarek oraz czwórka obrońców: Igor Lewczuk, Łukasz Nawotczyński, Andre Micael i Sebastian Ziajka, mają pewne miejsce w jedenastce na finałowy pojedynek. Podobnie jest z Wahanem Geworgianem, który zagra w ataku.

Znaki zapytania są tylko w drugiej linii: Jak Tarasiewicz zestawi dwójkę defensywnych pomocników? Kto zagra na skrzydłach? Kto zastąpi Masłowskiego na pozycji nr 10?

Najbardziej prawdopodobna odpowiedź na pierwsze pytanie: Sebastian Dudek i Kamil Drygas. Na drugie: Luis Carlos i Piotr Petasz. Za Masłowskiego zagra Wójcicki, który już to robił w ostatnim, ligowym meczu z Legią - przegranym 0:2. Ostatnie zwycięstwo Zawisza odniósł w półfinale PP. Pokonał 2:0 Jagiellonię w Białymstoku (gole strzelili Geworgian i Drygas). Awans do dzisiejszego finału przypieczętował Jorge Kadu, zdobywając bramkę na wagę remisu 1:1 w rewanżu z Jagiellonią. W Warszawie będzie dżokerem w talii Tarasiewicza.

Zagłębie Lubin może się pochwalić niespotykaną serią, bo w obecnych rozgrywkach pucharowych nie straciło jeszcze gola. Miało jednak łatwiejszą drogę do warszawskiego finału. Po drodze, poza Piastem Gliwice, eliminowało samych I-ligowców: GKS Tychy, Sandecję Nowy Sącz i Arkę Gdynia.

- To teraz bez znaczenia. W piątek oba zespoły mają równe szanse - podkreśla trener Ryszard Tarasiewicz.

Więcej o: