Bernardo Vasconcelos: Puchary to nie żaden bonus. To nasz cel

- Chcemy wygrać z Zulte Waregem. Nie ma sensu tam jechać, jeśli w to nie uwierzymy. A ja uważam, że jesteśmy naprawdę mocni - mówi piłkarz Zawiszy Bernardo Vasconcelos.
Portugalski napastnik, choć w poprzednim sezonie prześladowały go kontuzje, i tak był jednym z najlepszych strzelców bydgoskiej drużyny.

Remigiusz Jaskot: W końcówce zeszłego sezonu nie trenowałeś z drużyną. Jak się teraz czujesz?

Bernardo Vasconcelos: Bardzo dobrze. Pod koniec sezonu faktycznie nie ćwiczyłem z drużyną, ale miałem przecież treningi indywidualne, by być jak najlepiej przygotowanym. Wykonałem dobrą pracę i nie mam teraz żadnych problemów.

Dobrze wyglądałeś w sparingach.

- Tak, grałem we wszystkich meczach. Cieszymy się treningami z trenerem Jorge Paixao, które są inne niż do tej pory. Tuż przed początkiem sezonu wszystko jest na dobrej drodze.

Co masz na myśli, mówiąc o innych treningach niż u trenera Tarasiewicza?

- Po prostu są inne. Każdy szkoleniowiec ma swoje metody. Staramy się dostosować do nowych pomysłów. Ale nie chcę mówić o szczegółach. To nasze tajemnice. W dodatku jako zawodnik nie powinienem mówić o różnicach między trenerami. Prawda jest taka, że z trenerem Ryszardem mieliśmy bardzo dobre relacje. Ale taka jest piłka, że nadchodzi czas na zmianę. Teraźniejszością i przyszłością klubu jest teraz Jorge i z nim też czujemy się bardzo dobrze.

Do drużyny dołączyli kolejni zawodnicy mówiący po portugalsku. Razem ze sztabem szkoleniowym jest was ponad 10. To niecodzienne.

- Byłem w podobnej sytuacji na Cyprze. Grałem tam przez 7 lat. Kiedy zaczynałem, w lidze było czterech Portugalczyków całej lidze. Krótko potem tylko w moim zespole było nas 10. Ale w Europie i nie mówię tylko o piłce, wiele osób pracuje w innych krajach, to już powszechne.

Na początku polscy gracze chyba nie czuli się do końca pewnie w nowej sytuacji, ale teraz wszystko już się ułożyło. Na obozie mocno się zintegrowaliśmy. Nie było podziału na zawodników krajowych i portugalskojęzycznych. Atmosfera w klubie i w zespole jest taka sama jak w ubiegłym sezonie, jak nie lepsza.

Do ataku doszedł ci konkurent, Mihai Costea.

- Podoba mi się taka sytuacja. To popycha cię do dawania z siebie więcej. Tym, kto najbardziej na tym skorzysta, jest Zawisza. Każdy musi być w pogotowiu i walczyć o skład.

Przed wami mecze w kwalifikacjach Ligi Europy. Co wiesz o Zulte Waregem?

- Wiem, że ostatnio zakończyli sezon na 4. miejscu, a niedawno na 2. Wielu piłkarzy opuściło drużynę, ale to rzecz jasna dobry zespół z mocnej ligi. Ale nie dbam o ich sukcesy. Wierzę, że ich pokonamy. Dla nas puchary to żaden bonus, ale cel. Chcemy wygrać z Belgami. Nie ma sensu tam jechać, jeśli w to nie uwierzymy. A ja uważam, że jesteśmy naprawdę mocni. Kibice będą mogli zobaczyć to już w środę, w Superpucharze. Jestem wielkim optymistą. Mamy swoje tajne bronie. To jeden mecz z drużyną, która nie jest nie do pokonania. U siebie przecież z Legią Warszawa wygraliśmy.