Zawisza walczył ambitnie, ale to Legia wygrała

Nie było niespodzianki w Bydgoszczy. Ostatni w tabeli Zawisza, choć bardzo chciał, nie zatrzymał warszawskiej Legii, lidera tabeli T-Mobile Ekstraklasy.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Gospodarze mieli nadzieję, że tak jak przed rokiem, tak i tym razem uda im się ograć Legię. Obaj trenerzy przed meczem dokonali kilku zmian w wyjściowych składach. W Legii część z nich była wymuszona kontuzjami. Ale nie tylko. Na boku obrony pojawił się Igor Lewczuk, który w poprzednim sezonie był filarem defensywy Zawiszy, a na środku zagrał Mateusz Szwoch.

W Zawiszy tuż przed spotkaniem uraz wyeliminował Luisa Carlosa. Jego miejsce na lewej stronie pomocy zajął wychowanek klubu 18-letni Jakub Łukowski. - Wywalczył to sobie ciężką pracą na treningach - argumentował swoją decyzję trener gospodarzy Mariusz Rumak.

Przez pierwszy kwadrans mecz był bardzo wyrównany. Potem z każdą minutą coraz większą przewagę posiadała Legia. Tyle że goście długo, choć atakowali, nie potrafili poważnie zagrozić bramce bydgoszczan. Do czasu. W 31. minucie Jakub Rzeźniczak zagrał do Łukasza Brozia, ten chwilę zaczekał i posłał piłkę na pole karne, w którym był już Rzeźniczak. Kończący w niedzielę 28 lat obrońca Legii strzałem piszczelą dał prowadzenie zespołowi z Warszawy.

Strata gola zmobilizowała gospodarzy. Pięć minut później negatywnym bohaterem został sędzia Tomasz Musiał, który nie podyktował rzutu karnego dla Zawiszy. Nieporozumienie Brozia z Duszanem Kuciakiem próbował wykorzystać Jorge Kadu. Napastnik Zawiszy padł po starciu z obrońcą Legii, ale arbiter nakazał grać dalej. Co ciekawe, Musiał mecz z udziałem mistrza Polski sędziował po niemal roku przerwy. Dlaczego? Bo zdaniem Legii wcześniej, prowadząc spotkania z jej udziałem, popełniał za dużo błędów.

W Bydgoszczy emocje związane z niepodyktowaniem "jedenastki" jeszcze nie opadły, a na gospodarzy spadł kolejny cios. Świetnie podanie Marka Saganowskiego na gola zamienił Michał Żyro.

Po zmianie stron Zawisza zaczął dominować. Goście cofnęli się i na efekty nie trzeba było długo czekać. Ataki podopiecznych Mariusza Rumaka były coraz groźniejsze. Brakowało jednak "kropki nad i". Stało się to dopiero w 64. minucie. I to dość niespodziewanie. Po strzale Żyry Andrzej Witan złapał piłkę na linii bramkowej. Szybko rozpoczął akcję bydgoszczan. Kadu ograł Rzeźniczka, podał do Wagnera, a Brazylijczyk zdobył kontaktowego gola dla Zawiszy. Od tego momentu mecz stał się jeszcze szybszy. Obie drużyny miały swoje szanse, ale wynik nie uległ zmianie.