Miejskie pożyczki dla klubów. PiS pokazuje dokumenty

Spółki komunalne pożyczały pieniądze sportowym klubom w Bydgoszczy. Niby to żaden grzech, ani tym bardziej złamanie prawa, ale jednak trochę jest w tym wstydu. Rumieniec powinien zapłonąć w ratuszu, gdzie prezydent Rafał Bruski i jego były już zastępca Sebastian Chmara zarzekali się po poprzednich wyborach, że miejskie spółki już nie będą finansować sportu. I niby tak jest, bo tylko przecież go czasem kredytują. Dlatego tylko czuć zawstydzenie, a nie coś gorszego - pisze w felietonie Wojciech Borakiewicz.
Rewelacje o pożyczkach przekazali dwaj politycy Prawa i Sprawiedliwości. Marek Gralik kandyduje na prezydenta Bydgoszczy. Tomasz Rega stara się o ponowny wybór na radnego. Stanęli przed stadionem Zawiszy, żeby opowiedzieć o pieniądzach pożyczanych przez spółki klubom.

Motywy związane z wyborczą walką są oczywiste, ale wiedzy nigdy dość - obojętnie gdzie, kiedy i z jakich przyczyn przekazywanych. Politycy PiS pokazali kilka dokumentów, a najważniejszym wśród nich jest odpowiedź zastępcy prezydenta, Grażyny Ciemniak.

Co pisze wiceprezydent

Na prośbę radnego Regi wymieniła w niej pożyczki, których udzieliły komunalne spółki w latach 2012-2013. Lista nie jest długa. Kredytów udzielały KPEC, Wodociągi i Łuczniczka SA, czyli spółka siatkarska prowadząca drużynę Delecty (dziś Transferu).

Ciepłownicy wsparli dwa lata temu i w ubiegłym roku I-ligowych koszykarzy Astorii. Widać to już taka nasza bydgoska tradycja. Lata temu przecież KPEC pomagał także Astorii, kiedy ta kupowała dziką kartę na grę w ekstraklasie. Teraz potrzeby były znacznie mniejsze. Z dokumentów pokazanych przez polityków PiS wynika, że Astoria trzykrotnie pożyczała po 20 tys. złotych. Kwoty więc w sumie niewielkie i pożyczane na kilka zaledwie miesięcy. Należy dodać, że oddane oczywiście KPEC. Ciepłownicy pomagali także siatkarkom Pałacu. W listopadzie 2012 roku klub musiał pożyczyć 150 tys. złotych. Zwrócił już po miesiącu, bez dnia zwłoki.

Miejskie Wodociągi i Kanalizacja skredytowała latem ub. roku Artego. Przekazała 200 tys. złotych.

I na koniec rzecz dla polityków PiS wczoraj najważniejsza, czyli działalność pożyczkowa spółki Łuczniczka. Prowadzi drużynę siatkarzy w PlusLidze. Zdecydowaną większość udziałów i decydujący głos ma w niej miasto. Mniejszościowym akcjonariuszem jest klub Chemik, któremu Łuczniczka pożyczyła w ciągu drugiego półrocza 2013 w sumie 110 tys. złotych. Pieniądze poszły do Chemika w trzech transzach.

PiS mówi o Zawiszy

Główne danie konferencji Prawa i Sprawiedliwości to jednak kredyt Łuczniczki dla Zawiszy. 20 stycznia 2012 roku prezes Piotr Sieńko i rada nadzorcza spółki pożyczyła spółce Radosława Osucha 200 tys. złotych - tak wynika z pokazanego dokumentu. Terminy zwrotu obu transz wynoszących po 100 tys. złotych były krótkie - wynosiły tylko miesiąc.

Trzy dni po udzieleniu kredytu Osuch zapłacił miastu prawie 250 tys. za akcje kupionej latem 2011 roku spółki Zawisza. Kredyt od Łuczniczki spłacił zresztą niedługo potem - z miesięcznym opóźnieniem.

- Istnieje domniemanie, że za publiczne pieniądze kupiona została miejska spółka. Nikogo nie oskarżamy, ale uważam, że przed wyborami prezydent Bruski powinien otworzyć szafę i pokazać, że nie wypadnie z niej żaden trup, że nie ma nic do ukrycia - dopytywał się wczoraj Gralik.

W szafie Bruskiego nieboszczyka nie ma, ale w tej sprawie pozostaje jednak uczucie zawstydzenia.

Jego deklaracja z początku kadencji, że zakazuje finansowania sportu z budżetów komunalnych spółek była bardzo przejrzysta i kategoryczna. Nie przez przypadek przecież przy okazji opowiadał, jak to z tym bywało za czasów poprzednika na prezydenckim stołku.

W imię więc owej finansowej klarowności warto więc było uniknąć "kredytowej" działalności wypunktowanej przez PiS, wysłuchanych z potrójną uwagą i wdzięcznością przez prowadzących wojnę z Osuchem kiboli..

Prezydent Bruski zdecydowanie opowiedział się w niej po stronie właściciela bydgoskiego klubu. Oddzielił mocno dwie strony konfliktu. stawiając po jednej stronie wszystkich, którzy są za ekstraklasą w Bydgoszczy, a po drugiej - pozostałych. Granicą był wtedy sprzeciw wobec chuligańskich wybryków na stadionie. Bruski domagał się wówczas podpisania deklaracji w tej sprawie od Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza i Stowarzyszenia Kibiców Zawiszy. Ich przedstawiciele, uparcie później nazywali je "lojalkami". Nie zgodzili się na potępienia kibolskich burd. W konsekwencji ratusz doprowadził do eksmisji Stowarzyszenia Piłkarskiego ze stadionu przy Gdańskiej.

Rozpoczął się kibolski bojkot drużyny, która w tym roku zdobyła Puchar Polski i Superpuchar.

PiS-owski cios z kredytami był celny. Jak ulał pasuje na puentę do pożyczkowej historii cytat z ostatniego filmu o Kargulu i Pawlaku. W "Kochaj albo rzuć" pojechali do Chicago. Tam prawnik polskiego pochodzenia, który nazywał się Wrzesień, a przechrzcił się September, poskarżył się im: Córka mi wyszła za Holendra.

I dostał taką odpowiedź od Pawlaka: Ooo, to nie grzech, ale wstyd.

I podobnie jest z tą sprawą: niby nie grzech, ale wstyd.