Szósta porażka Zawiszy na wyjeździe. Jedna kontra Cracovii i mecz z głowy

Bydgoska drużyna jeszcze w tym sezonie nie wywiozła punktów z obcych boisk. Tam samo było w Krakowie, choć gdyby swoich 100-procentowych okazji na początku meczu nie zmarnował Wahan Geworgian, Zawisza wreszcie cieszyłby się z wygranej.
- Musimy zagrać na zero z tyłu, bo z przodu na pewno coś wpadnie - mówił przed meczem bramkarz Cracovii Krzysztof Pilarz. Nie pomylił się i jego w tym największa zasługa. Obrońcy jego drużyny robili wiele, by Zawisza jednak zdobył gola. Gospodarze mogą dziękować Pilarzowi i nieporadności Geworgiana, że do przerwy nie przegrywali już 0:2. Tak było już w 5 min, kiedy bydgoszczanin był sam 6 metrów od bramki. Miał czasu tyle, że przed strzałem mógł jeszcze zapytać Pilarza, w który róg mu strzelić. A on uderzył słabo, zbyt szybko i mało precyzyjnie. Bramkarz Cracovii wybił piłkę na róg. Podobnie źle Geworgian zachował się w 42 min. Świetne okazje zmarnowali także Wagner i Luis Carlos.

Do przerwy Zawisza strzelał celnie 4 razy na bramkę Cracovii. Gospodarze uczynili to tylko raz. Brak Masłowskiego, który do Krakowa nie pojechał z powodu skręcenia stawu skokowego uzupełniał kierujący grą Herold Goulon. Mylił się niestety przede wszystkim Geworgian.

Cracovii wystarczył jeden kontratak, żeby wygrać mecz.

Bydgoszacznie wybijali rzut rożny. Przegrali walkę o główkę w polu karnym. Stojący przed nim, w asekuracji Piotr Petasz główkował źle pod bramkę Pilarza. Krakowianie po jego zagraniu wybiegli z kontrą. Kamil Drygas nie doścignął Marcina Budzińskiego, który podał do Denisa Rakelsa. Łotysz w 56. min. nie pomylił się i dał Cracovii zwycięstwo. Kilka minut po strzelonym golu nie wykorzystał kolejnej sytuacji sam na sam. Lepszy był Andrzej Witan.

Druga połowa była zresztą słabsza w wykonaniu zawiszan. Zmęczony Goulon nie kreował już tak pewnie gry. Bydgoszczanie ciągle są na ostatnim miejscu w tabeli.