Felieton: Dilbert i pseudopiłkarze

Życie piłkarzy Zawiszy jest do dupy. Tak musiałby sklasyfikować ich obecny sportowy los sławny trener, wielbiciel zen, strategii zarządzania i Siuksów, Phil Jackson.
Zdobywca 11 mistrzowskich pierścieni, które są symbolem triumfu w NBA, nigdy w życiu nie słyszał o Zawiszy Bydgoszcz, ale za to w swej autobiograficznej książce perfekcyjnie zdefiniował sytuację, jaką obecnie przeżywają. Właściwie nie on, ale specjaliści od zarządzania, którzy napisali książkę "Przywództwo plemienne". Definiują w niej pięć etapów rozwoju zorganizowania małych i średnich grup - takich właśnie jak sportowa drużyna.

Przytoczmy je w całości:

Etap I - wspólny dla większości gangów ulicznych, charakteryzujący się desperacją, wrogością i przekonaniem, że "życie jest do dupy"

Etap II - naznaczony apatią, przekonaniem o byciu ofiarą pasywnych antagonistów, o tym, że "moje życie jest do dupy".

Etap III - skoncentrowany głównie na osiągnięciach indywidualnych, napędzany przez motto "ja jestem świetny (w przeciwieństwie do ciebie)". Zdaniem autorów książki członkowie organizacji znajdującej się na tym etapie "muszą wygrywać, a zwycięstwo jest dla nich czymś osobistym. W efekcie otrzymujemy zbiór samotnych wojowników".

Etap IV - dedykowany dumie plemiennej i nadrzędnemu przekonaniu, że "my jesteśmy świetni (w przeciwieństwie do innych)". Drużyna będąca na tym etapie wymaga silnego przeciwnika - bo im większe wyzwanie, tym silniejsze plemię.

Etap V - charakteryzujący się poczuciem niewinnego zdziwienia i silnej wiary w to, że "życie jest super".

Pojawiający się wtedy, kiedy wszystko się udaje z ogromną lekkością - jak rekordowej ekipie Chicago Bulls z sezonu 1995-96.

Grupa piłkarzy Zawiszy znajduje się teraz na etapie II: tworzą grupę z przejmującym poczuciem, że ich sportowe życie jest do dupy. W końcu przegrali już mnóstwo meczów, znaleźli się na piłkarskim dnie. Szamoczą się na boisku bezradnie jak Dilbert, bohater sławnej kreskówki, szamocze się w swej korporacji. Właściciel Zawiszy wyzwał ich przecież od "pseudopiłkarzy", którzy nie zasługują na miano "prawdziwych rycerzy" i zarzucił brak ambicji, co sportowca poniża najmocniej.

Jak więc wyrwać się z drugiego etapu "życia do dupy" i znaleźć choć w trzecim, tworząc grupę "samotnych wojowników"? Jackson przytacza takie wspomnienie. Zawsze, kiedy zaczynał trening i kształtowanie teamu, stawiał swoich koszykarzy, wśród których byli multimilionerzy, jak Micheal Jordan i ekscentrycy w rodzaju Dennisa Rodmana, za linią boiska i mówił: - Chłopcy, Bóg wyznaczył mi rolę waszego trenera, a ja przyjmuję ją z radością. Jeśli to akceptujecie i zamierzacie się stosować do moich wskazówek, to proszę, żebyście na znak swojego zobowiązania przekroczyli tę linię. I jak wspomina Jackson - zawsze to robili.

Panie trenerze Rumak - może trzeba wyznaczyć taką linię.

Więcej o: