Mila pozbawił Zawiszę cennego punktu [ZDJĘCIA]

Bardzo długo wydawało się, że otwierający 18. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy mecz Zawiszy Bydgoszcz ze Śląskiem Wrocław zakończy się remisem. Tak się jednak nie stało. Zdecydował o tym piękny strzał Sebastiana Mili.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego trenerowi Śląska Tadeuszowi Pawłowskiemu udało się zaskoczyć bydgoszczan. Wszystko za sprawą Marco Paixao. Portugalski napastnik na boisku pojawił się po pięciomiesięcznej przerwie, podczas której rehabilitował złamaną kość strzałkową.

- Pali się do gry. Jest zawodowcem. Skoro mówi, że może grać, to mu ufam - mówił przed spotkaniem szkoleniowiec zespołu z Wrocławia.

- Nie ukrywam, że jestem zaskoczony pojawieniem się w wyjściowej jedenastce Marco Paixao. Ale nie boimy się go - zapowiadał trener Mariusz Rumak.

W pierwszej połowie jego podopieczni nie mieli żadnych problemów z zatrzymaniem napastnika Śląska. W grze Portugalczyka widać było długą przerwę. Przede wszystkim był wolny i przegrywał większość pojedynków z bydgoskimi obrońcami.

Tym, co najbardziej interesowało kibiców, był pojedynek dwóch środkowych pomocników - Michała Masłowskiego z Zawiszy i Sebastiana Mili ze Śląska. Obaj przed przerwą nie błyszczeli. Podobnie zresztą jak ich koledzy.

W pierwszych czterdziestu pięciu minutach zarówno gospodarze, jak i goście mieli na koncie po jednym celnym strzale na bramkę. Co ciekawe z obu akcji mogły paść gole. Najpierw z dystansu uderzał Robert Pich. Grzegorz Sandomierski zdołał jednak wybić piłkę na rzut rożny. Na odpowiedź bydgoszczan nie trzeba było długo czekać. Z rzutu wolnego strzelał Wagner, a Mariusz Pawełek wybił piłkę przed siebie. Ostatecznie dopadł do niej Luis Carlos, ale tym razem Pawełek błędu już nie popełnił. Ładną interwencją uratował wrocławian. Już w 31. min Zawisza stracił Jakuba Wójcickiego. Boczny obrońca gospodarzy zderzył się w powietrzu z Lukasem Droppą. Obaj zawodnicy długo leżeli na murawie. Kilka minut po wznowieniu gry Wójcicki poprosił jednak o zmianę. Okazało się, że bydgoszczanin ma zawroty głowy i nie widzi na prawe oko. Zaraz po opuszczeniu boiska pojechał na badania do szpitala.

Po zmianie stron mecz się ożywił. Bydgoszczanie atakowali, ale to rywale mieli przewagę i przede wszystkim lepsze okazje. Chociaż nie tylko oni próbowali zaskoczyć Sandomierskiego. Zrobił to także Sebastian Ziajka, który był bliski gola samobójczego. Potem dwa razy groźnie strzelał Marco Paixao. Swoje szanse mieli Mila, Flavio Paixao, Droppa i Hatley. Kiedy wydawało się, że pojedynek zakończy się remisem, akcję meczu przeprowadzili lepsi w II połowie goście. Dośrodkowanie Flavio Paixao trafiło do Mili, a ten pięknym strzałem pokonał Sandomierskiego.

To niejedyna strata bydgoszczan. Już w doliczonym czasie gry za dyskusję z sędzią drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartę zobaczył Michał Masłowski.