Nowy Zawisza dalej nie strzela bramek i wciąż ich nie traci

280 dni czekają piłkarze Zawiszy na wyjazdowe zwycięstwo. W drugim meczu bydgoszczan w tym roku znów nie padła żadna bramka.
Więcej o Zawiszy na Twitterze @R_Jaskot

Mariusz Rumak szybko wyciągnął wnioski. Na ławce rezerwowych usiedli piłkarze, którzy byli najsłabsi w pierwszym tegorocznym meczu, z Górnikiem Łęczna. Ze składu wypadli wolny Cristian Pulhac, nieefektywny Jakub Smektała i chaotyczny Jakub Świerczok. Ich miejsca zajęli Sebastian Ziajka, Alvarinho i Cornel Predescu.

Korekt było jeszcze kilka. Rumun grał za plecami Josipa Barisicia, a Sebastian Kamiński tym razem operował z prawej strony boiska. Więcej zadań ofensywnych miał Kamil Drygas. Były zawodnik Lecha walczył za dwóch, ale gra Zawiszy w ataku kulała.

Lechia jedną ze swoich najlepszych okazji miała już na samym początku meczu. W 5. minucie Grzegorza Sandomierskiego sprawdził Piotr Grzelczak. Piłkę po mocnym uderzeniu bramkarz Zawiszy przeniósł nad poprzeczką. W 22. minucie z 12 metrów uderzył Kamil Drygas. Niemal z tego samego miejsca oddał strzał tydzień temu, w meczu z Górnikiem Łęczna. Drygas kopnął piłkę podobnie, leciała tuż przy słupku. Efekt również był taki sam - bramkarz z trudem obronił strzał. Drugi strzał Zawiszy do przerwy był niecelny - próbował Predescu.

W 26. minucie meczu Piotr Grzelczak miał mnóstwo czasu, by uderzyć z 16 metrów. Poprawił piłkę, przymierzył i strzelił niemal w okienko. Piłka odbiła się od poprzeczki i spadła w ręce Sandomierskiego, który leżał już na rozkopanej przez piłkarzy ziemi. Pole bramkowe to jedno z tych miejsc, na których na stadionie Lechii murawa występuje w ilościach śladowych. Zawodnicy obu drużyn wielokrotnie potykali się i ślizgali. Piłka odbijała się tak nieoczekiwanie, że piłkarze kilka razy wpadali na siebie lub mijali się z futbolówką. Najwięcej mógł kosztować upadek Andre Micaela, ale Sebastian Mila nie zdołał dokładnie podać do wychodzącego na idealną pozycję partnera.

Po przerwie Lechia mocno nacisnęła Zawiszę, ale nic z tego nie wynikało. Kolejne rzuty wolne Lechia wykonywała za każdym razem inaczej. Nie potrafiła stworzyć jednak bezpośredniego zagrożenia.

W 62. min po faulu na Barisiciu Zawisza miał jedną z nielicznych okazji - rzut wolny z 17 metrów. Alvarinho uderzył minimalnie na nisko i trafił w mur. Portugalczyk kilka razy zdołał odebrać piłkę na połowie Lechii i pognać na bramkę. I to on miał najlepszą okazję do strzelenia bramki. W 72. minucie z prawej strony dośrodkował Kamiński. Alvarinho był minimalnie spóźniony. Nie zdołał wbić piłki do pustej bramki. Lechia była częściej przy piłce, ale groźnych strzałów nie oddawała. Najlepszą okazję miał Grzelczak. Wbiegając w pole karne, przelobował Sandomierskiego, piłka spadła na siatce za bramką Zawiszy.

W Zawiszy szansę dostał debiutant - Giorgi Alawerdaszwili. Wszedł za Predescu, który przez godzinę niczym się nie wyróżnił.

Na wyjazdowe zwycięstwo piłkarze Zawiszy czekają od maja, kiedy pokonali Pogoń Szczecin. W 10 meczach wyjazdowych w tym sezonie ostatnia drużyna ekstraklasy zdobyła 3 punkty.