Sport.pl

Zawisza gra w Warszawie. I chce wygrać z Legią

Kiedyś wygrana na stadionie Legii dla drużyn piłkarskiej ekstraklasy była wejściem na szczyt i większość się nawet do niego nie zbliżyła. Rozpędzony Zawisza może wbiec nań bez problemu i to bez względu na to, że mistrz Polski dostał ostatnio mocnej zadyszki
W obecnym sezonie z trzynastu rozegranych spotkań na Łazienkowskiej gospodarze przegrali tylko dwa. Po raz ostatni udało się komukolwiek pokonać aktualnego lidera ekstraklasy i mistrza Polski 15 lutego. Dokonała tej sztuki Jagiellonia Białystok. Bilans jest imponujący, ale... Legia nie jest już tym zespołem, którego przeciwnicy boją się w wyjazdowych meczach, a stadion przy Łazienkowskiej przestał być twierdzą nie do zdobycia. Nie tak dawno wszyscy zastanawiali się, jak wysoko przegrają na obiekcie Legii, trzymali się do pierwszej straconej bramki. Dziś Legia już tak mocno nie straszy. Wiele zespołów nauczyło się, że przyjeżdżając do stolicy można śmiało zaatakować. W końcu warszawską twierdzę, i to już w pierwszej kolejce sezon, zdobył GKS Bełchatów. Beniaminek był wówczas w formie o niebo lepszej niż teraz. Bydgoszczanie rozgromili go przecież aż 4:1 w minioną niedzielę.

Eksperci nie stawiają piłkarzy trenera Mariusza Rumaka na straconej pozycji. - Zawisza będzie chciał odebrać warszawianom komplet punktów - mówi dla portalu Legia.net Jerzy Podbrożny, był napastnik Legii.

- Widać po grze zawodników, że nabrali pewności siebie. Kilku piłkarzy jest w wysokiej formie - mówi Maciej Murawski, ekspert Canal+, były piłkarz Legii i trener Zawiszy w II lidze.

Udowadniają to od początku roku. Gdyby analizować szanse obu zespołów zaledwie kilka tygodni temu, trzeba byłoby uznać, że wygrana Zawiszy to marzenie ściętej głowy. Legia ma niemal 100 mln zł w budżecie, jest mistrzem kraju i liderem ligowej tabeli. Zawisza to zespół zbudowany za 10 razy mniejszą kasę i zajmuje ostatnie miejsce. Ostatni czas zmienił jednak całkowicie tę perspektywę. Podopieczni Mariusza Rumaka są bowiem rewelacją wiosny. Do stolicy jadą z mianem niepokonanej w tym roku drużyny.

- Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie przypuszczał, że spotkanie pierwszego z ostatnim zespołem może się zapowiadać tak ciekawie. Bydgoszczanie świetnie na wiosnę punktują, ale pomimo wszystko, to Legia jest faworytem - studzi nastroje Murawski. - Bądźmy poważni. Legia u siebie zawsze będzie faworytem - dodaje kapitan warszawskiego zespołu, Jakub Rzeźniczak.

Podobnie ze spokojem podchodzi do niedzielnego spotkania trener Rumak. - W żadnym z meczów, które są przed nami, nie możemy się stawiać w roli faworyta - mówił jeszcze przed wyjazdem do Bełchatowa. Tym bardziej nie można tak traktować bydgoskiego zespołu w pojedynku z Legią - futbolową potęgą, na polską skalę oczywiście.

- Chcemy jednak punktować w każdym spotkaniu - takie zadanie stawia Rumak przed swoim zespołem w tym roku i jak do tej pory się na nim nie zawodzi. Zawisza w każdym z ośmiu meczów dokładał punkty i ma ich w tym roku aż 20 - najwięcej ze wszystkich zespołów.

Mimo to nasi piłkarze ciągle są poważnie zagrożeni spadkiem do I ligi. Legia też znalazła się w kłopocie. Po ostatniej porażce 0:1 w Gdańsku z Lechią ma już tylko dwa punkty przewagi nad Lechem Poznań.

Od strony personalnej mniej powodów do zmartwień ma obecnie trener Rumak. Do składu Zawiszy wraca pauzujący w dwóch meczach za kartki Kamil Drygas. I to on zapewne zagra w obok Iwana Majewskiego na pozycji defensywnego pomocnika. Z przodu zobaczymy Micę. Dwa gole zdobyte w Bełchatowie sprawiły, że filigranowym pomocnikiem Zawiszy głośno zrobiło się nawet w Portugalii. Artykuły o nim na całą stronę pojawiły się w gazetach sportowych. W Legii, na tej samej pozycji zagra Michał Masłowski. Była gwiazda Zawiszy po przejściu do Warszawy ciągle czeka na swój wielki mecz. Zagra, bo za kartki pauzować będzie Ondrej Duda. Ich pojedynek zapowiada się ekscytująco. - To trochę inni piłkarze. Masłowski jest szybszy, ale i on, i Mica, mają bardzo dobrą technikę. Potrafią uderzać z obu nóg, co czyni ich bardzo groźnymi dla przeciwników - ocenia Murawski.

Początek niedzielnego meczu o 18.

Więcej o: