Zawisza - Łęczna. Kibole zostali za stadionem

Kibole nie przyszli na stadion, ale mniej niż zwykle było na trybunach kibiców dopingujących drużynę. Część z nich wystraszyła się kibolskich zapowiedzi.
Zaporowa cena: 200 i 150 złotych, którą wprowadził dla nich klub, żeby zablokować wejście na mecz z Górnikiem Łęczna, okazała się skuteczna. Na tyle, że jeszcze wczoraj na stronie Zawiszafans.net pojawił się komunikat namawiający do zgromadzenia się przed stadionem. Przed meczem jednak już z niej zniknął. - Jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. Oddziały prewencji będą przed wejściami - uprzedzała policja.

Grupki kiboli zbierały się przed stadionem, do żadnych groźnych incydentów na szczęście nie doszło.

Na stadionie dostało się Sergiuszowi Prusakowi, który wsparł kiboli. Ci pochwalili się, że w czwartek odwiedzili bramkarza z Łęcznej. Dwugodzinne spotkanie z zawodnikiem Górnika było, jak relacjonowali na swej stronie internetowej: "miłe, wesołe, spontaniczne". Prusak wrócił do domu ze statuetką z napisem "Nie ma, że boli. Zawisza to klub kiboli". Na stadionie został wybuczany i wygwizdany przez kibiców, którzy przyszli dopingować zespół. "Nie ma, że boli, piłka nie dla kiboli" - wołali z trybun. Kibole stali za bramą stadionu do końca spotkania.