Pięć powodów, dla których Polonia spadnie. I jeden, że nie

Trzeba powiedzieć to jasno i wyraźnie - jeżeli w drużynie składywęgla.pl Polonii Bydgoszcz nie będzie trzęsienia ziemi i zespół nie przejdzie odmiany to za rok będziemy go oglądać w pierwszej lidze. Podajemy pięć powodów, dla których spadnie. I jeden, że może się jednak uratować.
Hans Andersen (z lewej) Hans Andersen (z lewej) Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

Po pierwsze - brak nam lidera

Miał być nim Greg Hancock. Dla 43-letniego żużlowca sezon w Polonii to chyba raczej jednak początek końca kariery. Teoretycznie nie ma się do czego przyczepić, bo to najskuteczniejszy zawodnik bydgoskiego zespołu. Ale w lidze to dopiero 15. żużlowiec. Lepszych liderów ma aż dziewięć pozostałych drużyn Enea Ekstraligi. Tylko Unia Tarnów ma najskuteczniejszego zawodnika sklasyfikowanego niżej niż bydgoski zespół - to 17. w lidze Janusz Kołodziej. A zawodnicy z wysokimi średnimi oznaczają dużo wygranych wyścigów. A z tym w Polonii nie jest najlepiej. Szykowany na krajowego lidera, kapitan zespołu Krzysztof Buczkowski, wygrał w niedzielę swój trzeci w sezonie bieg. A bez trójek można w meczu co najwyżej zremisować.

Po drugie - gubimy się na własnym torze

Choć początek sezonu storpedowała długa zima, a funkcja komisarza zawodów rzekomo spowodowała, że więcej jest w żużlu niespodzianek i wygranych na wyjazdach, nie ma rady - zespół, który nie potrafi jeździć na własnym torze jest w Enea Ekstralidze skazany na dół tabeli. Dobitnie pokazały to derby, bo tak wysoka przegrana z Unibaksem u siebie zgasiła nadzieję w nawet najbardziej zagorzałych kibicach.

Nie do wytłumaczenia jest fakt, że kapitan zespołu, Krzysztof Buczkowski, nie wygrał w tym sezonie wyścigu na własnym torze. Podobnie nie do wytłumaczenia jest decyzja o dosypywaniu nawierzchni na tor w trakcie sezonu

Po trzecie - nie wykorzystaliśmy szans z początku sezonu

Po pierwszych dwóch wyjazdowych porażkach (42:47 z Włókniarzem - na zdjęciu - i 42:48 z Falubazem) nikomu nie przyszło do głowy, aby za tak minimalne porażki żużlowców ganić. Taka forma wyjazdowa dawała nadzieję na dobrą jazdę na własnym torze i punkty bonusowe. Jednak w obliczu tego, że po bydgoskim owalu żużlowcy Polonii jeżdżą teraz jak goście, straconych punktów po prostu żal - mogłyby dać zespołowi margines błędu na ciężki okres, w jakim teraz się znalazł. Patrząc jednak na jazdę bydgoskich żużlowców w tym momencie ciężko powiedzieć, że wygrana na własnym torze szczególnie z Włókniarzem jest pewniakiem.

Po czwarte - nie mamy kim łatać dziur w składzie

To, że forma juniorów jest niestabilna na wyjazdach, można jeszcze wybaczyć. Ale para Woźniak - Curyło, uznawana za jedną z najlepszych w kraju, powinna dawać solidny zastrzyk punktowy drużynie w każdym meczu. A wygranie wyścigu juniorskiego to po prostu ich obowiązek. Dobrze spisał się Curyło w spotkaniu ze Stalą Gorzów. W meczu z Unibaksem remis w świetle postawy całej drużyny skandalem nie był, to przegrana z Kamilem Pulczyńskim, dla którego był to debiut w Ekstralidze w sezonie 2013 dobrze nie rokuje.

Po piąte - budzimy się, kiedy jest już po wszystkim

W dwóch poprzednich meczach Polonia wygrywała zespołowo pierwszy bieg wtedy, kiedy jest już po meczu. Zgadza się, lepiej zmniejszyć rozmiary porażki, ale dlaczego zespół nie walczy, kiedy wynik jest jeszcze otwarty? Wymówki znamy - tor zły, pogody nie było, treningu brak, sprzęt nie chodzi. Ale takie wymówki nie uchronią zespołu przed spadkiem z Enea Ekstraligi. A ten zagląda Polonii w oczy, bo tabela wygląda po prostu źle.

Po szóste - jest w nas wiara, że może się jednak uda utrzymać

Aby uratować ekstraligę trzeba wyprzedzić trzy zespoły. Kandydaci to Gniezno, Wrocław i Rzeszów lub Gorzów. Z dwoma pierwszymi poloniści mogą dać sobie radę, zważywszy np. na uraz i absencję rewelacji sezonu, Taia Woffidena, lidera Sparty. Pojedynki ze Startem jeszcze przed nami, tak samo jak z PGE Marmą pozbawioną Nickiego Pedersena. Gorzej już z Gorzowem, bo straciliśmy bonus. Można jednak jeszcze odmienić losy tego sezonu. Trzeba zakasać rękawy i po prostu wygrywać.